Strona główna > Life Hacking, Przedsiębiorczość > MVP w Indiach, RTM w Polsce, a start w USA – czyli refleksje po dobie w samolotach

MVP w Indiach, RTM w Polsce, a start w USA – czyli refleksje po dobie w samolotach

Parę dni temu zdarzył mi się dzień, który spędziłem całkowicie na lotniskach i w samolotach… podróż z Polski do Japonii nie jest prosta, na pewno nie krótka.

Miałem to szczęście, że najdłuższy odcinek czyli Holandia – Japonia przesiedziałem w towarzystwie dwóch osób, które trochę “pochallengeowały” moje myślenie. Rozmawialiśmy o projektach, startupach, firmach, pieniądzach – czyli tym co wspólne dla każdego narodu, kultury i zrozumiałe dla każdego o ile rozmawiamy tym samym językiem.

Skład w moim zestawie krzeseł w samolocie był taki…

  • Brytyjczyk
  • Polak
  • Japończyk

Temat nie błahy bo rozmowa o tym jak i gdzie pracować, jak długo szukać pomysłu na siebie, jak długo celebrować swoją idee i kiedy przestać się oszukiwać, że się uda.

Jak w samolocie, czuje, że my jako Polacy jesteśmy pośrodku tego całego bałaganu zwanego pracą, dążeniem do spełnienia siebie. Obok są dwie skrajności, Brytyjczycy, którzy nie boją się nowych wyzwań i Japończycy, którzy najlepiej czują się wybierając jeden zakład pracy do końca życia.

Zachód uczy tego, ze upadać/pomylić się to dobrze, bo upadki bolą, ale dodają nam sprawności(zabrzmiało harcersko), które wykorzystamy następnym razem w kolejnym biznesie. U nas upadek to skreślone CV, bo jak ktoś upadł z swoją firmą nie może być już wiarygodny. Dla Japończyka upadek to rysa na honorze osobistym, to ostatni raz kiedy on będzie chciał mieć firmę. Co ciekawe statystycznie w Polskim i Japońskim przykładzie druga firma jest rzadkim scenariuszem, ale w Polsce to wina presji społeczeństwa, a w Japonii własnego honoru.

W tym wszystkim dość ciekawy wniosek wysunął Brytyjczyk po mojej lewej… Polacy wciąż dążą do perfekcji, jakby wciąż chcieli coś udowodnić sobie i innym. Uważacie, że perfekcjonizm pomaga w stworzeniu firmy, czy może warto dopiero o nim pomyśleć w kolejnych etapach?
Moim zdaniem perfekcjonizm na etapie budowania pomysłu nie ma sensu, przeszkadza, nie jest budujący, a rozpraszający.

“testuj szybko, wdrażaj szybko, zmieniaj szybko… zamykaj i szukaj dalej, albo sprzedawaj i rozwijaj.”

Idąc za ciosem wymyśliliśmy chyba najlepszą, a bynajmniej najtańszą regułę na udaną firmę. To wszystko trochę lekko rozproszone geograficznie, ale nie mogło być inaczej skoro 3 osoby z różnych miejsc siedzą obok siebie.

Wyobraźmy sobie, że mamy dzisiaj tablicę przed sobą z zapisanym wstępnym pomysłem, kilku potencjalnych klientów umówionych na dzisiejszy obiad i jutrzejszą kolację. Chcemy jak najszybciej z nimi popracować nad produktem, który finalnie zamierzamy im sprzedawać. Nie chcemy się rozpraszać, oto recepta gdzie i jak wytworzyć odpowiednie etapy projektu by nie zabić w sobie ducha przedsiębiorczości:

  • Indie – testujemy idee i potencjalnych klientów, zmiany te małe i duże są co chwilę, nikogo nie interesują miliony użytkowników, dopiero próbujemy wpasować się w rynek. Jeżeli jakość produktu nie jest ważna, a tylko model (MVP) Indie wydają się najlepsze. Dziesiątki tysięcy małych Software House’ów do Naszej dyspozycji. Nie patrzmy im w kod, cieszmy się, że da się po tym klikać co nam wysłali.
  • Polska – budujemy rozwiązanie dla milionów, niżej nie ma sensu schodzić z oczekiwaniami. Polska słyszenie z jakości wytwarzanego oprogramowania, miejsce więc nieprzypadkowe. Będąc kilka miesięcy w USA słyszałem na wielu wydarzeniach dla startupów, że to idealny kraj do outsourcingu, możemy się kłócić czy chcemy mieć taką naklejkę, ja się cieszę, jesteśmy w czymś dobrzy i jesteśmy rozpoznawalni… sukces.
  • USA – zaczynamy od chłonnego rynku, którzy pochłania innowacje i nie boi się ich polecać. Jak miliony użytkowników, to właśnie to jest idealne miejsce na start. Otwartość i chęć dzielenia się pozytywnie wpływa na finalne ukształtowanie produktu, tu ludzie po prostu dzielą się chętnie ideami.

Generalizuję? Może. Jeżeli połączymy te kilka modeli myślowych może się na prawdę udać.

BTW: Dla tych co nie wiedzą jak upadać, albo nie wiedzą co ze sobą zrobić dalej… jest konferencja o tym http://thefailcon.com/

  1. Czerwiec 12, 2013 o 10:41 am

    Ciekawa idea z tym podzialem… q: Skad pewnosc, ze w polsce nie budujemy 2 startupow przez presje spoleczna?

    • Czerwiec 12, 2013 o 10:57 am

      To dwie osobne kwestie dla mnie… 1) to czy jestem w stanie uruchomić jeszcze drugą firmę skoro pierwsza się nie udała, ciągle ludzie czepiają się tej pierwszej, nie potrafią zrozumieć, że odpuścić w dobrym momencie to nie porażka a zwycięstwo… 2) to kwestia szeroko rozumianych startupów i tego ile pomysłów testujemy na raz, sam testuje kilka pomysłów na raz, nie uważam tego za efekt presji, bardziej za dążenie do odniesienia sukcesu, niespróbowanie uważam za porażkę, ale utracenie kilku miesięcy na testowanie czy coś ma sens również uważam za porażkę… jak zwykle, to osobiste odczucie.

  2. Czerwiec 12, 2013 o 11:08 am

    Świetne podsumowanie. Nauczyłem się „padać” ale też nauczyłem się jednego – nie warto za szybko „padać”. Czasami właśnie przetrwanie trudnych okresów powoduje, że firma dostaje wiatru w żagle – czyli po trudnym okresie czasami następuje ten bardzo dobry (np. apple).
    Trzeba mieć to coś co spowoduje, że wiesz kiedy przestać i upaść, a kiedy walczyć mimo, że już dawno otrzymałeś etykietę upadającego.

    ps. mój ostatni lot do Japonii przez Tajwan to 36h :)))

  3. Szook
    Czerwiec 12, 2013 o 11:27 am

    Co to znaczy „pochallengować moje myślenie”?!? :O

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: