Strona główna > Osobiste, Przedsiębiorczość > Nowe pokolenie szuka pracy–dzisiaj na przykładzie ShowRoom i PlaceChallenge

Nowe pokolenie szuka pracy–dzisiaj na przykładzie ShowRoom i PlaceChallenge

A już myślałem, że nic dzisiaj nie przykuje mojej uwagi, a tu proszę, wisienka na torcie, która myślami pozwala mi wrócić do czasów kiedy wierzyłem w pokolenie Y, czy tam inne Z.

Zacznijmy od konkretów. ShowRoom, rosnący, rozwijający się startup, a można chyba już powiedzieć, że zarabiająca firma ogłasza praktyki dla studentów:

wszystko wydaje się OK.. jest ogłoszenie o stażu, są jakieś wstępne wymagania no i propozycja współpracy.

No i wtedy dzieje się coś co chyba dla ogłoszeniodawców było nie do przewidzenia na samym początku, czyli:

image

Hejt i hejt i hejt… ale o co chodzi. Tego nie zrozumie chyba większość z Nas, ale do rzeczy. Młodsze pokolenie (sic!) jest całkiem inne i drogi dotarcia oraz kreowanie komunikacji powinno być inne, a rezultaty – jak widać całkiem nieoczekiwane. Moim zdaniem oferta została stworzona w dobrej wierze, zapewne wcale nie chodziło o wyzysk nikogo, nawet wydaje mi się, że Panowie z SHOWROOM chcieli poduczyć kogoś standardów pracy, pokazać procesy, wrzucić kogoś do zespołu itp. Niestety, odbiło się to wszystko rykoszetem, dlaczego?

Wyjdę od innej strony, powiem anegdotę z mojej firmy – PlaceChallenge. Jako część naszej “misji” wpisaliśmy sobie kiedyś, że będziemy pomagać studentom, którzy zamierzają wkroczyć na rynek pracy. Od lat prywatnie doradzamy innym firmom w zakresie technologii, prowadzimy szkolenia dla kierowników działów IT wiec czemu by nie zrobić czegoś takiego dla studentów…ZA DARMO!!! 5 dni szkolenia z programowania, 40 godzin szkoleniowych, slajdy, przykłady, opieka trenera, sala i nawet jedzenie (pizza i napoje gazowane).

Mieszkamy w Warszawie, wiec postanowiliśmy zrobić szybką ankietę wśród studentów Warszawskich uczelni, wysłaliśmy 100 ankiet do studentów 5 uczelni (losowych, emaile mieliśmy z jednego z wydarzeń organizowanych w tym mieście). Ponad > 30% w ankiecie, zapytało wprost/pośrednio o to czy płacimy za przyjście, obecność na szkoleniu. I tak szczerze powiem, że jak przewertowałem z dwa razy te ankiety nasunęło mi się tylko…WTF!?

To samo wysłaliśmy do studentów z Lublina, nikt nie zapytał o to czy płacimy za przyjście, za to ludzie pisali, że boją się, że się nie nadają i będą przeszkadzać! Pojechaliśmy więc do Lublina, ludzie przez kilka dni siedzieli na podłodze by się czegoś nauczyć, bo sala była tylko na 40 osób. Zdjęcia poniżej…

 

Teraz wnioski, nie ma różnicy czy ofertujemy szkolenie czy praktyki. Ludzie chcą zapłaty za ich czas, to ta zmiana, która się poczyniła przez ostatnie kilka lat.

Nie rozumiałem tego, aż do momentu, kiedy nie przyszedł do mnie na rozmowę człowiek, który dostał test z 5 pytaniami z podstaw programowania, nie odpowiedział na żadne poprawnie, ale zaproponował pensję 8000zł… i choć wiadomo było, że go nie zatrudnię to jednak sama propozycja po tym jak powiedziałem mu, że nie odpowiedział na żadne pytanie poprawnie sprawiła, że chciałem posłuchać go dalej… kwota, którą zaproponował to suma, za którą jest w stanie oddać swój umysł, który wspomoże moją firmę, a w tym czasie jeżeli JA się postaram to on nauczy się wszystkiego czego od niego chcę… no proszę, ale miło z jego strony.

Długi Komentarz nie jest potrzebny, wszystko zweryfikuje rynek pracy, podsumować można to chyba jednym z mądrzejszych wpisów pod ofertą SHOWROOMu:

image

Tak chyba tak dlatego, że Ci studenci nie zdają sobie sprawy, że po takich 5-ciu latach studiów są kompletnie nieprzydatni dla pracodawcy.
Zatrudnia się nie na podstawie oceny ze studiów (to może być tylko czynnik sprawdzający inteligencję, jak zaliczył te studia to co najmniej średnio mądry musi być). Dzisiaj nie rzadko zatrudnia się po czym od razu się przekierowuje na szkolenia, widzę to po ośrodkach szkoleniowych każdego dnia.

Albo ktoś coś robi poza studiami, albo ma problem po studiach i tyle w tym temacie.

  1. Czerwiec 14, 2013 o 10:49 am

    Niestety Marcinie muszę się tutaj z Tobą w 100% zgodzić. Sam należę do tego pokolenia i początkowo mój tok myślenia wyglądał podobnie lecz z tą różnicą, że ja miałem za sobą już jakieś doświadczenie i jakieś pierwsze osiągnięcia w tej dziedzinie. Każda sesja dla większości może wyglądać identycznie: zakuć, zdać, zapomnieć… Większość osób, które przeszły przez studia nic dla siebie nie robiąc po godzinach, jest skazanych na kubeł zimnej wody. Studia przygotują studenta do pracy, ale niestety na uczelni. W większości zagadnienia np. programistyczne przedstawiane są po macoszemu. Pokazują jaki ten język lub technologia jest fajna, a zaraz po tym taki student idzie na laboratoria gdzie dostaje do napisania tę samą funkcję silni tylko, że w innym języku – porażka. Fajnie jest zarabiać pieniądze i to duże, ale żeby móc takie rzeczy robić trzeba mieć wiedzę, i to całkiem sporą. Ludzie nie mają pokory, ponieważ skończyli studia związane z IT więc im się taka pensja od razu należy.

  2. Czerwiec 14, 2013 o 10:52 am

    Ale wiesz co to jest chyba globalny trend:) Ostatnio szukaliśmy juniora do teamu i …i nie przyjęliśmy nikogo:)

    • Magda
      Czerwiec 14, 2013 o 6:35 pm

      znaczy kogoś do zespołu?

  3. Yoshima
    Czerwiec 14, 2013 o 10:53 am

    Ja tam się nie dziwie ani reakcji tłumu ani tego, że odebrałeś to jako hejt i sam nie zrozumiałeś. Wszak sam wczoraj „challengowałeś swoje myślenie”. Zamiast odbierać wszystko jako hejt trzeba po prostu zacząć pisać po polsku.

    • Czerwiec 14, 2013 o 12:06 pm

      Poprawna polszczyzna – ważna rzecz. Szczególnie w komunikacji zewnętrznej, faktycznie w ogłoszeniu o stażu mogli się lepiej postarać i wyrazić się jaśniej.
      OK, możemy się czepiać … czyż nie powinno być „Ja tam się nie dziwię, ani reakcji tłumu, ani temu, że (…)”
      Tylko nie usprawiedliwiajmy drobnostkami rzeczy zasadniczych.
      To jest oferta (=OKAZJA), jaką przedstawia firma wobec potencjalnych stażystów, a nie utwór literacki. Nawet nie jest to oferta dotycząca prac redakcyjnych, gdzie rzeczywiście poprawność językowa jest kluczowa. Czepianie się w tym wypadku drobnostek, to próba usprawiedliwienia swojego nastawienia wobec stażu, gdzie trzeba pójść, popracować i nic od razu z tego nie mieć.
      Wiadomo, że nie każda promocja jest na prawdę korzystna, ale trzeba się z nią zapoznać i dopiero ocenić. W tym wypadku, komentarze to ewidentne „hejty”, bo nikt nie przeanalizował dokładnie tej oferty, tyko czepiał się nieistotnych drobiazgów, albo posłużył się stereotypem, który jest widocznie mocno obecny w tym pokoleniu.

      • Magda
        Czerwiec 14, 2013 o 6:38 pm

        Nie, powinno być: „ja tam się nie dziwię ani reakcji tłumu, ani temu, że…”
        Powinno być też „naprawdę”.
        Itd.
        Sporo tego.

    • m
      Czerwiec 15, 2013 o 5:57 pm

      Jak jesteś taki mądry i umiesz pisać po polsku, to czemu piszesz „hejt”, a nie, dajmy na to, „nienawiść”?

      • Czerwiec 15, 2013 o 6:43 pm

        nie mam prawo pisać w swoim stylu, czyż nie od tego jest blog? Nie rozumiem w ogóle tej „rady”.

      • pp
        Czerwiec 15, 2013 o 10:56 pm

        Przecież on słówkiem się negatywnie o tej ofercie pracy czy polszczyźnie zawartej w ofercie LUB komentarzach nie wypowiedział. Nie ma to jak scrollować strony i od razu walić negatywne komentarze.
        Studenciaki…

  4. Czerwiec 14, 2013 o 11:12 am

    Fakt, że na rynku pracy jest też ostatnio sporo „cwaniaków” pracodawców, którzy szukają łosi, którzy pod pretekstem „próby” zrobią im coś za darmo. W zeszłym roku, mając bogate CV (ponad 10 lat doświadczenia) byłem na takiej rekrutacji, gdzie po dwóch seriach rozmów oraz 4-godzinnym(!) teście praktycznym mi zaproponowali, żeby przed zatrudnieniem jeszcze się upewnić, zrobić (podobno odpłatnie) jakiś większy kawałek projektu. Zgłosiłem to do agencji rekrutacyjnej i jak przeprowadzili śledztwo, to się okazało, że firma w ogóle traktowała pracowników tragicznie i raczej nie miała możliwości zatrudnienia kogoś na warunkach jakie podali w ogłoszeniu. Czysta ściema. Rozumiem obawy ludzi przed tego typu wyzyskiwaczami. Trzeba się mieć na baczności!
    Z drugiej jednak strony, to konkretne ogłoszenie wydaje się bardzo ciekawe i nie można go tak z góry skreślać (chyba po to żeby usprawiedliwić swoje lenistwo). Praktyki mają się odbywać w siedzibie, co oznacza dokładnie, że ktoś na miejscu będzie czuwał nad praktykantem (=SZKOLENIE!). Uważam, że to bardzo cenne doświadczenie dla studenta. Co innego, jeśli się okaże, że chcą wcisnąć jakiś projekt, zrób to w domu jak sam umiesz, nam nie zawracaj głowy i dostarcz rezultat, bez zapłaty.
    Za moich czasów nie było już tzw. praktyk zawodowych na studiach, o których tylko krążyły wspomnienia. Gdy te praktyki były przymusowe, w państwowych firmach, wiadomo było, że szło się poobijać, mieć luz od zajęć na uczelni i jeszcze pieniądze płacili. U mnie za to były różne koła studenckie i byliśmy zachęcani do zdobywania doświadczania przez branie udziału w projektach organizowanych na uczelni. Oczywiście nikt za to nie płacił! To była okazja zdobycia doświadczenia, zanim trafi się na rynek. Taki gratis od uczelni w ramach studiów.
    Może to nie jest tak, że teraz przyszła ta zmiana, że kandydat przychodzi i mówi – nie wiem co tam chcecie żebym robił, najwyżej się nauczę, chcę zarabiać się 8k. To stara logika „czy się stoi, czy się leży 8k się należy”. Może to właśnie w Lublinie zaszła zmiana, młodzież jest bardziej prorynkowa, a w Warszawce pokutuje postkomunistyczne przyzwyczajenie?

    • Joan
      Czerwiec 14, 2013 o 5:53 pm

      W Lublinie z pracą jest tak krucho, że doceniamy możliwość zdobycia doświadczenia i zaprezentowania się pracodawcy od dobrej strony, bo a nuż da to szansę na późniejsze zatrudnienie? To nieduże miasto, takie kontakty się liczą.
      Choć i tu studenci coraz więcej wymagają od pracodawcy, a coraz mniej mają do zaproponowania. Ale miło przeczytać, że z zewnętrznej perspektywy nie wygląda to najgorzej 🙂

  5. Czerwiec 14, 2013 o 11:49 am

    Na trzecim i czwartym roku studiów zaangażowałem się w prace w kole naukowym, często nawiedzałem profesorów, z którymi chciałem w przyszłości współpracować.
    =>
    Na ostatnim roku studiów zostałem stażystą w Katedrze Informatyki Gospodarczej (prowadzenie laboratoriów dla pierwszego roku z „obsługi komputera i sieci”). Po stażu zostałem pełnoetatowym Asystentem przez kolejnych 8 lat.
    Pod koniec studiów wypytywałem i rozglądałem się wśród kolegów z Katedry, czy jest szansa na jakiś dodatkowy zarobek komercyjny. Rynek informatyczny był wtedy bardzo chłonny 🙂 no i dostałem jakieś drobiazgi „na dzieło” – napisz kawałek dokumentacji, pojedź do klienta i spisz wymagania, itp.
    =>
    Po trzech miesiącach siedziałem już w stałym zespole programistycznym. Po roku byłem szefem tego zespołu, a potem kolejnego. Kiedy firma zaczęła się powoli rozpadać i przestali regularnie płacić jeszcze walczyłem, jeszcze pociągnąłem jeden projekt, bo to była okazja do zrobienia czegoś praktycznego w Oraclu. Odszedłem w końcu i faktycznie nie polecam trzymać się kurczowo pracodawcy, który nie płaci 🙂 … jednak …
    =>
    Współwłaściciel firmy, z której odszedłem, skontaktował mnie z kimś kto szukał kogoś, najlepiej absolwenta (nie za duże pieniądze), kto zna się na programowaniu i trochę na Oraclu. Tak się złożyło, że chodziło o pracę w banku 🙂 Pieniądze nie były może rewelacyjne dla kogoś z doświadczeniem (2 lata), ale miałem elastyczny czas pracy, więc mogłem to łączyć z pracą na uczelni 🙂 czyli z dwóch etatów było całkiem OK. Później zresztą i pieniądze zrobiły się bardziej odpowiednie. I rzetelnie wypracowałem swoje 8k 🙂
    >>>
    A jak napracowałem się już w tym banku 10 lat, to sprawdziłem, co też teraz ma dla mnie rynek pracy. I już bez żadnych „znajomości”, za to po kilku miesiącach rozmów i testów … znalazłem się w kolejnym banku, w którym są bardzo szczęśliwi, że udało się znaleźć kogoś dobrze przygotowanego do tej roboty. Nie mniej wiele mnie tu jeszcze czeka nauki.

    Kto wie jaką dalej ścieżką potoczy się kariera, ale pewne jest jedno, nigdzie nie dojdziemy siedząc na dupie i stawiając oczekiwania. Kto nie wykorzystuje okazji, ten zostaje z ręką w nocniku.

    • Czerwiec 14, 2013 o 11:52 am

      Bardzo się zgadzam!! Ja gdybym nie zaczął od koła naukowego dzisiaj pewnie co najwyżej pracowałbym jako Pan Informatyk od wymiany tonerów i zestawiania kabelków. Warto cos robić… reszta sama przyjdzie

  6. Czerwiec 14, 2013 o 12:55 pm

    Marcin, dzięki za ten post 🙂

    To nie pierwsze ogłoszenie o staż w SHOWROOMIE i przyznam, że przyzwyczailiśmy się już do tego typu komentarzy. I zawsze jest tak, że Ci którzy nawet nie mają zamiaru się zgłaszać hejtują, a zainteresowani po prostu wypełniają formularz aplikacyjny (liczba aplikacji jest zawsze dużo większa niż liczba niezadowolonych komentarzy).

    A tak bardziej ogólnie, to mam wrażenie, że wielkie korpo skutecznie zraziły młodych ludzi do instytucji stażu. Wszyscy znamy historie o wakacyjnym wyzyskiwaniu studentów w audycie, konsultingu i tym podobnych branżach. A staż w małej, młodej firmie/start-upie wygląda zupełnie inaczej. W zeszłym roku w SHOWROOMIE roku w wakacje mieliśmy dwie edycje programu stażowego, którego uczestnicy spędzali tydzień w każdym z działów, obserwując jak pracuje nasza firma i biorąc w tej pracy czynny udział.

    Dlatego dalej będziemy organizowali staże i wrzucali info na ten temat na Walla. Paradoksalnie hejty tylko zwiększają nam EdgeRank i dzięki nim więcej potencjalnie zainteresowanych osób dowiaduje się o ogłoszeniu 🙂

  7. Paweł
    Czerwiec 14, 2013 o 12:57 pm

    Kilku baranów zrobiło spinkę i tyle. Pewnie znalazło się drugie tyle ludzi którzy jednak chcieli tam popracować. Internet, nic nowego
    Co do drugiej części i opowieści o gościu który za 8k chciał się uczyć: Oby takich ludzi było więcej -> więcej pracy dla mnie 😉
    Żeby nie było, jestem z tego pokolenia (przerażające 25 mi niedługo stuknie 😦 ) i zanim poszedłem do pracy w IT wszystkiego uczyłem się sam.
    A darmowe szkolenia: pragnę, Pragnę, PRAGNĘ!

  8. Czerwiec 14, 2013 o 1:09 pm

    Pięć lat temu zacząłem pracować zawodowo jako programista PHP (byłem wtedy na 2 roku studiów). Przez pierwsze 3 miesiące – czyli okres próbny – pracowałem za darmo nad sporymi projektami. Dogadałem się z pracodawcą, żeby chociaż zwracał mi za dojazdy, bo mieszkałem 50 km od Krakowa. Po 3 miesiącach dostałem umowę o pracę i … 5 zł na godzinę. Przez ponad dwa lata mozolnie piąłem się po szczeblach kariery i obecnie mam za sobą wiele rzeczy, z których jestem dumny. Moje zarobki pozwalają mi na utrzymanie siebie, żony (która nie pracuje bo nie musi) i dwóch synów.

    Nie raz przeprowadzałem rozmowy z ludźmi, którzy umieli niewiele, albo w ogóle nic a żądali wypłaty na poziomie minimum 7000 netto na umowie o pracę. Młodzi ludzie nie rozumieją, że nie da się do niczego dojść na skróty. Ale czego oczekiwać po ludziach, których rodzice przygotowali w ten a nie inny sposób do życia.

  9. zenn
    Czerwiec 14, 2013 o 1:10 pm

    A moim zdaniem część komentujących miała rację. Skoro ktoś nie potrafi posługiwać się językiem polskim, którego przecież uczy się od kilkudziesięciu lat, to można wątpić, czy potrafi komuś przekazać wiedzę z przedmiotu, którego uczy się znacznie krócej. Prowadzę własną firmę i wszystkie listy, niezależnie od ich treści, jeśli nie są napisane poprawną polszczyzną, lądują w koszu.

  10. Czerwiec 14, 2013 o 2:27 pm

    Nie rozumiem oburzenia autora. Sam należę do pokolenia późnych 30-latków, którzy budując kapitalizm utopijnie pracowali ile sił i możliwości. W efekcie przyszedł i sukces i pieniądze ale koszt jest ogromny. Z perspektywy czasu wniosek jest jeden. Nie szanowałem siebie, zdrowia i prawa do prywatnego życia. To, że budowanie tego kraju w modelu gospodarki rynkowej zabrało nam młodość i godność nie znaczy, że musimy piętnować kolejne pokolenia, którym to się nie uśmiecha. To nie jest łatwe. Musiałem się nauczyć tego, że jak to modnie w korporacjach się określa intern czy junior ma prawo do wyjścia o 17. godzinie i to jest mój problem a nie jego, że pracy jest więcej i jest źle poukładana. Musiałem zaakceptować, że on chce godnie żyć i pieniądze są środkiem w realizacji tego celu. Swoją drogą inspirujące jest pokolenie zbuntowanych nastolatków, którzy zamiast myśleć o ciężkiej pracy, chcą rozrywkowo przejść przez życie. Myślę, że w rozrachunku ostatecznym ich recepta na życie daje więcej satysfakcji i zdrowia. I kibicuję takiej postawie, bo może w końcu młody polski kapitalizm nauczy się, że pracownik jest przede wszystkim człowiekiem a nie tanią siłą roboczą.

  11. FaUst
    Czerwiec 14, 2013 o 2:28 pm

    Tak jasne – przyzwyczajajcie firmy do tego, że najpierw możecie pracować za darmo, potem za minimalna krajową+premia której nigdy nie ujrzycie. A po 2 latach poproście o podwyżkę i zastąpią Was takim samym łosiem który robi za darmo. Bezpłatny staż w ramach uczelni, czy tez płatny absolwencki jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Wywalenie kogoś kto żąda 8k a nic nie umie również jest w pełni zrozumiałem. Ale najgorsze jest to, że takie „oferty” firmy potrafią kierować również do specjalistów, bo zawsze znajdzie się ktoś kto zrobi to za mniej. Ludzie szanujcie siebie, a pracodawcy szanujcie kandydatów do pracy.

    W kwestii myślenia pt „mam magistra na 5 z plusem jestem ktoś” w ogóle się nie wypowiadam – wielu znajomych komentowało moje pójście na studia zaoczne jako największy błąd w życiu. teraz ja mam niespełna 10 letni staż pracy (wliczając dorywcze fuchy), a oni 2 umowy zlecenia od czasu ukończenia liceum i żadnych perspektyw na coś więcej niż darmowe (jeszcze) ubezpieczenie z UP. Czas w tygodniu poświęcałem na pracę, doszkalanie się, robienie certyfikatów, podczas gdy Oni dumnie szli po kolejną piątkę w indeksie. Nie tędy droga koledzy studenci.

  12. Czerwiec 14, 2013 o 2:52 pm

    Witam Serdecznie,
    przeczytałem sobie Wasz post i poczułem się zobowiązany do odpowiedzi. Mam 26 lat, koncze teraz studia Mgr z informatyki na kierunku sieci komputerowe, w tym mam 2 lata doświadczenia pracy gdzie 1,5 roku w miedzynarodowej firmie IT. Zaczne moze od tego ze kilka lat temu jak szukalem praktyk (miasto Łódź) to myślałem że bedzie całkowicie inaczej. Wydawało mi się że bedzie łatwo dostać pracę „za darmo” aczkolwiek jak się okazało myliłem się. Skończyłem studia dzienne inżynierskie i postanowilem przenieść się na zaoczne żeby pracować i zdobywać doświadczenie. Nic bardziej mylnego, zdobywałem doświadczenie ale w Kinie jako pracownik baru ponieważ nie było innej pracy, Wymagania jakie stawialy firmy IT w Łodzi byłe jak dla mnie po studiach nieosiągalne (min 1 rok doswiadczenia najlepiej z 2 certyfikaty, niby skąd ja miałem to wziąść?) zasięg obowiązków jaki obejmywał sprawiał że zastanawialem się dlaczego wybrałem IT jak jest tyle specjalizacji a najlepiej jakbym umiał wszystko w końcu jestm informatykiem tak? Doszło do momentu że zacząłem spamować wszystkie ogłoszenia o prace jakies tylko znalazłem! Dosłownie pierwsze lepsze i byłem na rozmowie w sklepie z ubraniami. (Praca w kinie nie należała do najmilszych umowa zlecenie 600 żł miesiecznie MAX i słowa klientów: ucz sie bo tak skończysz!) Zadowolony że ktoś odpowiedział na moje CV odpicowałem się i poszedłem na owoa rozmowe. Po 10 minutach rozmowy Pani stwierdzila ze no bede sie nadawal do takiej pracy, „mysle że jako studen IT bedziesz potrafił obsłużyć kase” tych słów nigdy nie zapomnę, ach droga Pani. No ale moja rozmowe „kwalifikacyjna” Pani podsumowala tak: Wszystko fajnie ale inżynier to za mało fajnie byłoby tu widzieć Mgr. I moje ździwienie bezcenne. Dostałem takiego kopa że się podłamałem, kilka dni bluźnienia powiedziałem sobie że się nie pozwole ta traktować. Zdecydowałem że wrócę aby zdobywać dla mnie cenne doświadczenie do rodzinnego miasta i skorzystam z propozycji mojego Taty który ma firme komputerowa (wczesniej nie chciałem u niego pracować gdyż miałem coś do udowodnienia, ze mie stać na to aby znaleźć prace bez znajomości) ponieważ w miedzy czasie dostałem awans pracujac w kinie, dostałem umowe o prace i stanowisko kino operatora za 1000 zł miesiecznie pełny etat, a zajmowałem się projekcją i opiekowałem maszynami o wartościach kilkuset tysięcy złoty, film na taśmie kilkadziesiąt tysięcy, a na dysku w zależnosci czy to kopia czy orginał sięgał od kilkudziesieciu to kilkset tysiecy. stres nieeee. W zwiazku z czym wypowiedzenie mialem dłuższe. był to akurat przełom roku, wróciłem do domu i słyszę od Taty że nie możę mnie teraz zatrudnić gdyż 7 ich klientów ogłosiło upadłość działalności gospodarczej i jest nienajlepiej. Wyobraźcie sobie co czułem. Tragedia. Nie poddałem sie i zacząłem wysyłać CV po za województwo Łódzkie. Trafiło Wrocław. Skromnie 2 CV poleciały, dwie korporacje, Obbie w przeciagu miesiaca sie odezwały i zaprosiły na rozmowe. Szczęsliwy pojechałem na pierwszą. I na niej miałem typową rozmowę o pracę w Polsce, Stanowisko związane z sieciami i na pytania zwiazane z nimi nie dałem się zagiąć, widziałem zadowolenie Panów czułem ze bedzie okej, ale po chwili Panowie chciali jeszcze mnie przepytac z programowania 😐 którego nigdy jakos nie lubialem, na strcie powiedziałem ze to nie jest moja mocna strona, mimo to Panowie mnie meczyli i na koniec powiedzieli „szkoda ze to programowanie tak słabo” oczywiscie telefon nastepnego dnia i podziekowali. ;/ no ale okej druga rozmowa stanowisko ścisle zwiazane z sieciami, no ale po poprzedniej rozmowie przygotowałem sie juz z wszystkiego na zas. Tutaj rozmowe 1 na 1 mialem z Managerem dzialu po angielsku, na techniczna mialem sie wdzwonic gdzies do Brazyli, zestresowany nowym doswiadczeniem balem sie ze sie zatne i bedzie lipa, no ale rozmawiam sobie z przemilym panem ktory zaczal luzno rozmowe o pogodzie i po chwili przeszedl na konkrety ale caly czas trzymal luzna atmosfere. Wynik tydzien pozniej telefon z gratulacjami ! Radosc nieopisana! pieniazki 3 razy wieksze niz w kinie bajka. I do dnia dzisiejszego siedze tutaj i ciagle ucze sie nowych rzeczy.

    Chciałem Wam nakreślić moją sytuację ze względu na to żebyście wiedzieli że sa tacy młodzi ludzie jak ja i że staramy się o swoje dobro, praca za darmo zawsze byla i bedzie wyzyskiem i zdania nie zmienie! MImo iz teraz mam dobra prace to wciaz nie moge mysle o wlasnej rodzinie slubie czy spelnieniu marzen bo to wciaz malo. Na kredyt powiadacie, kpina zycie w tym kraju zmusza mnie zeby sie realizowac musze brac kredyt absurd. W chwili obecnej stac mnie na wynajecie wlasnego mieszkania i zycie od 1 do 1 dnia miesiaca + wyjscie do kina ewentualnie mala rozrywka. I uważam ze każdy młody człowiek powinien mieć taka podstawową wartość do realizacji. Problem jest taki że darmowe praktyki zakładaja że studen ma kase od rodziców, a jak cholera on nie ma rodziców? Kolejne zalorzenie w naszym kraju to zycie na „spółe!” Ja przyniose pensje druga połówka przyniesie pensje i mozecie przecierz zyc! Pierw spełnimy moje marzenia później Twoje, chore. Opisałbym historie checi pozyskania doswiadczenia przez moja narzeczona ale nie wiem czy ktos doczyta to a co dopiero jej. Chciałbym abyście zrozumieli że powinniśmy wszyscy sie cenic bo zycie jest tylko jedno. Oczywiscie kazdy z nas ma charakter (kazdy z nas postrzega inaczej) a wspomniany przez was Pan 8000 tys po prostu przesadzil, Chciałbym żeby było lepiej w naszym karaju ale jestem tylko jednostką pomyślało kilka milionów.

    Pozdrawiam Serdecznie i trzymajcie Wasze mysleniej pozytywnie nie poddawajcie sie po kilku niedojrzałych burakach one kiedys wyrosną 😉

  13. Czerwiec 14, 2013 o 3:27 pm

    Hey,
    Świetny artykuł. Cała smutna prawda.
    Jednak to jest element takiej post-PRL’owskiej mentalności.

    Ktoś tym wszystkim ludziom wkręcił że bez studiów jesteś gówno wart. Po studiach, jesteś elitą.

    Tylko zapomnieli powiedzieć że trzeba zapierdalać, myśleć, podejmować ryzyku (nie tylko jako „przedsiębiorca”, ale także poprzez zmianę pracy w celu poszerzenie zakresu umiejętności).

    Dla takich „ciotek z Kwidzyna” mojej narzeczonej, ktoś w rodzinie kto skończył dobre studia jest przykładem do naśladowania. Nie skończył? Nie ważne ile zarabia, ile ma firm, jaki dom czy samochody. Przecież studiów nie skończył. Trzeba do niego mówić „z góry”. lmao.

    Z innej bajki: kiedyś spotkałem się z taką sytuacją:
    Pewna Pani (A) pracowała w Warszawie za pensję nieco ponad średnią krajową.

    Pewna Pani (B) (z Tłuszcza, żeby było jasne) najechała na nią: powiedziała że ta nic nie robi bo co to ona zarabia. Syn Pani B to wyjechał do Angli. I Tam zarabia ponad 6 000 zł! Prosto po studiach pojechał. (Chłopaczyna pracuje w restauracji, nie powiem że na zmywaku bo nie wiem. BTW żadna praca nie hańbi i złego słowa na syna).

    A ludzie się dziwią czemu a) rząd rucha wszystkich b) większość ludzi to tłumoki.

    Kiedyś myślałem że potrzeba 2 pokoleń aby ten kraj wrócił do normy z przed wojny/komuny. Dzisiaj wiem, że raczej i to nie pomoże. Debil debila nauczy być debilem. A 10% urodzonych po 1985 siedzi za granicą…

    Tyle.

    • Czerwiec 16, 2013 o 1:40 am

      To jednak pocieszające, że są jeszcze na tym świecie ludzie, dla których liczy się coś więcej niż tylko ile kto zarabia oraz jaki ma dom czy samochody. Przekaż pozdrowienia dla „ciotek z Kwidzyna”.

  14. Ericsson
    Czerwiec 15, 2013 o 2:25 pm

    Popularne swego czasu powiedzenie ‚idź na studia będziesz wykształconym bezrobotnym’ jest tak cholernie prawdziwe, tylko jednostki które wezmą się twardo do roboty i zrozumieją że 5 lat studiowania chlania wódki wina i dzikiego sexu w akademikach nie dadzą im wymarzonej roboty za 4 tys zł a ciężka praca czasem ‚za psie pieniądze’ zaowocuje w późniejszym czasie. Osobiście nie mam ani ukończonych studiów ani jakiś specjalistycznych szkoleń, z zawodu sprzedawca magazynier – na tych stanowiskach kokosów nie zarobię pracując w lidlu biedronce czy nawet w galerii. Kluczem do sukcesu była pasja! Dzięki niej jestem w stanie zarobić ‚na czysto’ 3 tys zł’ No może to nie jest te ‚4 tyś’ ale nie narzekam – naprawiam komputery takim wspaniale wykształconym ‚informatykom’ po 5 letnich studiach w renomowanych uczelniach którzy mają właśnie takie ‚wysokie wymagania’…

  15. M
    Czerwiec 15, 2013 o 2:35 pm

    Ciekawi mnie o jakich pięciu W-wskich uczelniach jest tu mowa. Wydaję mi się, że przynajmniej na mojej sporo ludzi byłoby zainteresowanych takim szkoleniem, bez dodatkowych „motywacji” w postaci pieniędzy.

    • Czerwiec 15, 2013 o 6:41 pm

      Nie mogę niestety podać nazw tych uczelni, byłoby to niepoprawne głównie ze względu na to, że wydarzenie miało miejsce rok temu – dziś już te uczelnie mogą być inne.

  16. Łukasz
    Czerwiec 15, 2013 o 3:33 pm

    Robicie nadal takie szkolenia? Biorę wszystkie, gdzie by nie były!

    • Czerwiec 15, 2013 o 6:42 pm

      Na razie nie, ale proszę śledzić wpisy na blogu – często prowadzę wykłady na uczelniach.

  17. Czerwiec 15, 2013 o 9:24 pm

    W tyłkach się, za przeproszeniem, poprzewracało i tyle…
    Ale niestety taka jest rzeczywistość – pokolenie, które teraz jest na studiach (nie tyle studiuje, co właśnie na nich jest) – jest niesamowicie i do granic przyzwoitości roszczeniowe, wymagające, uważające, że im się wszystko należy.
    Co jest tego przyczyną? Na pewno jednej przyczyny nie można wymienić, ale – nasłuchali się, że teraz jest „rynek pracownika”, przy czym nikt im nie wytłumaczył, co to właściwie znaczy.
    Zgadza się, brakuje rąk do pracy, nawet w Warszawie ludzie przestają chcieć pracować za normalne pieniądze, tylko życzą sobie cholera-wie-czego.
    Znak czasów, który pewnie za jakiś czas się odwróci – kiedy i do nas zawita to, co teraz mamy w Grecji, kiedy z pracą będzie coraz cieniej, nastąpi „rynek pracodawcy” – miejmy nadzieję, że myślenie ludzi też się zmieni…

    Pisząc o studentach, nie mam oczywiście na myśli wszystkich – więc proszę się nie czepiać tego stwierdzenia 🙂

  18. Piotr
    Czerwiec 16, 2013 o 10:49 am

    Też jestem ciekaw o które uczelnie chodzi. Być może była to moja uczelnia na której raczej nikt szkoleniem z programowania zainteresowany nie będzie. Powód jest prosty: ci co tam studiują programować umieją i to całkiem nieźle.

  19. ja
    Czerwiec 17, 2013 o 9:32 am

    A wg mnie problem zaczyna się już wcześniej. Bo skoro taki kandydat na programistę, który nie odpowiada poprawnie na żadne pytanie, ma wciąż o sobie tak wysokie mniemanie, pomylił fach. W jaki sposób ktoś wydał mu papierek, że umie to robić? Ahh, szkoła wyższa… Jeśli uczelnia odsiałaby takiego tępaka (najprowdopodobniej zdał na zasadzie „panda3” lub „weź mi to napisz”) to zrobiłby kursy doszkalające lub szukał pracy jako pracownik KFC.

  20. rotfl
    Czerwiec 17, 2013 o 10:40 am

    Kompletnie nie dziwię się hejtom. Ja mam 35 lat i nigdy nie musiałem mieć bezpłatnego stażu. Nawet w 1 pracy zatrudniali mnie na marną, bo marną, ale jakąś pensję, akurat żeby nadal móc opłacić pokój w mieszkaniu studenckim i nie umrzeć z głodu. Roczniki starsze ode mnie miały jeszcze lepiej, bo zagraniczne firmy wchodzące do Polski brały kogo popadnie, byle znał angielski, nie ważne czy biolog, czy ekonomista, czy historyk, płaciły tym ludziom bardzo rozsądne pieniądze (a wręcz ogromne w stosunku do tego co potem dostawałem ja), wysyłały na kursy i szkolenia i robiły z nich świetnych pracowników. Sam znam dyrektora finansowego, który skończył w 1991 jakąś biologię.

    • rotfl
      Czerwiec 17, 2013 o 10:48 am

      Wygórowane żądania finansowe w pierwszej pracy/na stażu są oczywiście bez sensu – bo już te czasy dobrobytu się skończyły. Jednak bezpłatne staże to taki sam idiotyzm i nędza. Każdy kto się na to godzi jest po prostu śmieszny. W takie rzeczy można się bawić co najwyżej na 1, 2 i 3 roku studiów, ale i tak z dużą ostrożnością, żeby się nie okazało że robimy jakieś bzdury za darmo.

  21. Czerwiec 18, 2013 o 2:22 pm

    Zgadzam się prawie ze wszystkim co napisałeś Marcin, ale nie ze wszystkim. Mój bardzo duży opór – jako pracownika, pracodawcy i czasem też nauczyciela akademickiego budzi zdanie:

    „Tak chyba tak dlatego, że Ci studenci nie zdają sobie sprawy, że po takich 5-ciu latach studiów są kompletnie nieprzydatni dla pracodawcy.”

    Wydaje mi się jednak, że sumienne i uczciwe studiowanie przez 5 lat, na dobrym poziomie + rozumienie tego co i dlaczego się robi, to bardzo duży kapitał, który świeży absolwent wnosi do firmy. Oczywiście zależy co się robi, co firma chce osiągnąć, co chce robić dana osoba itd. No i zależy od wielu jeszcze czynników. Ale jednak mimo wszystko mam głęboki szacunek do czasu, który ludzie poświęcili na naukę i zawsze jak mam rozmowy rekrutacyjne z ludźmi w czasie studiów lub świeżo po studiach dużo czasu poświęcam temu co robili na studiach, czego się nauczyli, co jest dla nich ważne, co zrozumieli itd. Nawet jak ktoś nie ma wielkich doświadczeń z Kół Naukowych, Grup Java, .NET czy Ruby itd. Choć oczywiście zgadzam się, że jeśli ktoś robił coś ponad program to wielki plus. Ale jeśli ktoś sumiennie i uczciwie(*) wypełniał sam program to jeszcze wcale nie znaczy, że jest „leszczem” 🙂

    (*) Celowo dodaję warunki „sumiennie i uczciwie”, które być może dla pewnej części osób są zupełnie niezrozumiałe… Zdaje sobie sprawę, że można przejść dowolne studia z dowolnym wynikiem nie wkładając w to zbyt dużo wysiłku i nie wynosząc nic z tego. Jednak wolę zakładać wizję pozytywną – jest jeszcze garstka osób, która bierze studiowanie na serio.

  22. Janek
    Czerwiec 19, 2013 o 12:15 am

    Ciekawa dyskusja się wywiązała i w zasadzie trudno się nie zgodzić z obiema ocenami ludzi po studiach. Bije po oczach postawa roszczeniowa młodych ludzi oraz brak świadomości że będąc pracownikiem w sposób pośredni lub bezpośredni musi przynieść zysk firmie. Zresztą obserwując dużą część obecnych studentów (nie wiem jak było dawniej, w przyszłości może będzie lepiej) trudno oprzeć się wrażeniu że Żacy w ogóle nie wiedzą dokąd zmierzają, żyjąc w błogim przeświadczeniu że „jakoś to będzie, w końcu ma się studia”. Po studiach okazuje się że Ci okropni pracodawcy wymagają jeszcze nie wiadomo czego a przecież tyle lat się studiowało… Z drugiej jednak strony są osoby które już podczas studiów są aktywne zawodowo, szkolą się we właściwym kierunku, zaczynają rozpychać łokciami i wychodzą naprzeciw potrzebom rynku i nie można mieć do nich pretensji że chcą zarabiać godziwe pieniądze… Może 8k netto to przesada jak na płacę osoby średnio kompetentnej ale biorąc pod uwagę koszty życia w Polsce 4k netto to nie jest eldorado… i do póki pracodawcy będą znajdywać orłów do pracy za byle pieniądze i do póki pracownicy nie będą się szanować nie będzie godziwych pieniędzy za pracę… Staram się nie porównywać polskich realiów do zachodu ale nie zapomnę wakacyjnego wyjazdu do anglii i pracy fizycznej za najniższą tamtejszą stawkę – zarobione pieniądze pozwalały mi spokojnie opłacić siebie i swoje potrzeby i jeszcze wiele funtów zostało w kieszeni… a owa praca nie wymagała ode mnie żadnych umiejętności/kwalifikacji poza chęciami…

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: